Tak jak obiecałam. Oto przed wami one-shot "fantazja": :)
Rozdział X
kliku klik, może wprowadzi w nastrój Może. Aczkolwiek pewności nie daje. Po prostu bardzo podoba mi się ta piosenka. Jak kto libi :)
~*~*~*~
Znam go od urodzenia. Nie jestem pewna, co do niego czuję. Nie jesteśmy przyjaciółmi. Nie zwierzamy się sobie, nie rozmawiamy zbyt często. Jednak wiem, że czuje do niego coś więcej. Kiedy słyszę o tym, co robi. Boje się, że pewnego dnia usłyszę, że mogę go już nigdy więcej nie zobaczyć, a co najwyżej odwiedzić na cmentarzu. Ma w końcu dopiero osiemnaście lat.
A przecież tak bardzo chciałabym poczuć jego pocałunki na moich ustach. Delikatne, ale i namiętne. Chciałabym poczuć jego usta na mojej szyi, dłonie błądzące po moim ciele. Chciałabym usłyszeć jak szepczę mi do ucha, że mnie pragnie.
*
Pewnego wieczoru, kiedy jakimś dziwnym trafem, zostaniemy sami w moim mieszkaniu, on przyjdzie do mojej sypialni. Powie, że kanapa jest niewygodna, a ja zaproponuje mu, że mógłby spać ze mną w łóżku. On przyniesie swoją kołdrę i położy się obok. Popatrzymy sobie w oczy, a on przybliży do mnie swoją twarz i delikatnie muśnie ustami moje. Szeptem powiem mu to, co zawsze chciałam.
- Nie chcę pewnego dnia usłyszeć, że Cię już nigdy więcej nie zobaczę. Tylko dlatego, że po pijaku usiadłeś za kółkiem i miałeś wypadek, czy przedawkowałeś narkotyki, albo wplątałeś się w jakąś niebezpieczną bójkę. To wszystko za dużo. Za dużo dla Ciebie. Pamiętasz, jak już kiedy miałeś osiemnaście lat mówiłeś, że będziesz miał zniszczoną przyszłość? Nie pozwól żeby to się stało. Od tego czasu minęły trzy lata, a ty dalej nic nie zmieniłeś. Już nad tym nie panujesz…
Mówiąc to pogładzę jego policzek, szyje. Wplotę dłoń w jego włosy. Popatrzę mu prosto w oczy, a po mojej skroni spłynie samotna łza, która od razu wsiąknie w poduszkę.
Nic nie mówiąc uśmiechnie się delikatnie i jeszcze raz mnie pocałuje.
- To nie możliwe. Jesteśmy tylko znajomymi. Nie chcesz tego, dobrze o tym wiesz. Tak samo jak i ja tego nie chcę.
Moje argumenty by słabły. On położy swoją rękę na moim biodrze, delikatnie sunąc nią w górę i w dół, całując mnie ponownie. Poddam się.
- Nie będziemy tego wspominać, nie będziemy o tym mówić. To tylko chwila zapomnienia. Nic więcej.
On znów oczaruje mnie swoim uśmiechem, tym razem pocałunki staną się bardziej zachłanne i namiętne, a ja odwzajemnię je z takim samym zapamiętaniem. Będzie wiedział o czym mówiłam, dlatego zajmie się tym tak byśmy oboje tak naprawdę zapamiętali dobrze te noc. Moje jęki rozchodzić się będą po pokoju podniecając jego jak i mnie.
Chwila zapomnienia.
Obudzę się pierwsza następnego ranka. W dniu moich osiemnastych urodzin. Na początku jeszcze nie do końca świadoma, jednak po chwili wspomnienia z nocy powrócą do mnie krok po kroku. Zarumienię się i spojrzę na jego spokojną twarz, kiedy śpi. Uśmiechnę się do siebie. Jaki wspaniały prezent, pomyślę. Zacznę sobie wbijać do głowy, że tamta noc to nic wielkiego, że będę musiała o niej zapomnieć.
On w tym czasie już się obudzi. Uśmiechnie się do mnie i będzie próbował mnie pocałować. Ja natomiast położę mu dwa palce na ustach i pokiwam przecząco głową. Podniesie się z łóżka i powie, że idzie się umyć. Kiedy wyjdzie ja usiądę po turecku. Słysząc szum nalewanej do wanny wody, schowam twarz w dłoniach, a po policzkach zaczną płynąć gorzkie łzy. Myśląc o tym, że to nie miałoby sensu, że ten związek nie miałby racji bytu, będę dławiła jakikolwiek dźwięk smutku, jaki próbowałby wydostać się z moich ust.
Nie zauważę przyglądającej mi się osoby stającej za lekko uchylonymi drzwiami.
Po wszystkim minę go w drzwiach łazienki, otrę się o jego ciepłą skórę i zamknę za sobą drzwi. Wezmę letnią kąpiel zmywając wspomnienia poprzedniej nocy. Lekko zaczerwienione od płaczu oczy wrócą do naturalnego stanu.
Gdy wyszłam z łazienki ubrana w dżinsowe krótkie spodenki i białą koszulkę na ramiączkach usłyszałam, że drzwi frontowe się otwierają. Pojawiła się moja najbliższa rodzina, moja mama z jej przyjaciółką, a Jego mamą, siostra i dziadkowie. Kiedy oni życzyli mi wszystkiego najlepszego wręczając prezenty, on siedział przy stole wpatrując się we mnie nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Tak bardzo nie miałam dzisiaj ochoty na tę całą urodzinową otoczkę. Wolałabym zostać sama ze swoim małym nieszczęściem. Musiałam jednak to wszystko znieść, żeby wszyscy byli szczęśliwi, tak więc poszłam do kuchni i zaparzyłam sobie zieloną herbatę, a reszcie gości kawę. Z wilgotnych jeszcze włosów, co jakiś czas skapywały krople wody. Spięłam je w luźną kitkę i usiadłam ze wszystkimi do stołu częstując się tortem zrobionym specjalnie dla mnie przez moją babcię. Co jakiś czas spoglądałam w jego stronę, a kiedy łapałam jego spojrzenie uśmiechałam się delikatnie. On odwzajemniał uśmiech.
Po całym dniu rozpieszczania, jako, że wkroczyłam w dorosłe życie opadłam bezsilnie na łóżko. Cała rodzinka wybyła zostawiając mnie samą w moim mieszkaniu. Jedynie on nadal był na tej cholernej, niewygodnej kanapie.
Przyjechał do mojego miasta na wymianę, na jeden semestr, dlatego zaproponowałam mu moje mieszkanie zamiast akademika.
Ta cholerna kanapa…
Wstałam z łóżka zabierając kołdrę i poduszkę. Poszłam do salonu i usadowiłam się na drugiej kanapie na przeciw niego. Pilotem włączyłam spokojną muzykę. Podniosłam się i przeszłam na jego kanapę siadając okrakiem na jego biodrach. Nie oddzielała nas kołdra, wcześniej odsunął ją zapraszając mnie do siebie. Uśmiechnęłam się do niego i opierając rękoma na jego bokach pochyliłam, żeby go pocałować. Do ucha wyszeptam mu, że przed nami jeszcze pięć miesięcy zapomnienia.
~*~*~*~*~
I jaaak? Podobało się? No ja mam nadzieje! Powiedzcie mi co myślicie, i jeśli znajdziecie jakieś błędy powiadomcie mnie o nich. Niby sprawdzałam, ale zawsze może jakiś mały wredny błąd umknął mej uwadze?
Jeśli chcesz być powiadamiany o nowych rozdział pisz na gg – 12663772!
Głosuj (0)
